Zlot nie ma jednego autora.
Składa się z bardzo wielu cichych
dobra, zrobię to
i dopiero z nich robi się dzień,
o którym potem się opowiada.
Dziękujemy właścicielom i operatorom maszyn. Za miesiące
dłubania w garażu, żeby kombajn odpalił akurat tego jednego popołudnia.
Za części szukane po całej Polsce i za te dorobione na kolanie, bo nigdzie
ich już nie ma. Za to, że wjechaliście w pole na oczach ludzi, i za cierpliwość
do każdego, kto pytał, czy można zajrzeć do kabiny. Osiemnaście maszyn nie
zjawia się na polu samo z siebie.
Dziękujemy paniom z KGW Barłożno i KGW Mirotki. Kuchnia
ruszyła długo przed tym, zanim ktokolwiek zobaczył pierwszy kombajn, i nie
zgasła do wieczora. Grochówka, bigos, chleb ze smalcem i wypieki, których nie
kupi się w żadnej restauracji, bo się ich tam po prostu nie robi. Przy Waszych
stołach był tego dnia największy ruch na placu.
Dziękujemy tym, którzy zwieźli sprzęt na plac: bale,
ciągnik, stoły, ławki, namiot, przedłużacz i całą resztę, o której człowiek
przypomina sobie dzień wcześniej wieczorem. Dobra połowa tego zlotu stoi
na rzeczach pożyczonych od sąsiadów.
Dziękujemy tym, którzy pilnowali, żeby było bezpiecznie:
kierowali ruchem przy wjazdach, ustawiali maszyny na placu, trzymali publiczność
w rozsądnej odległości od hederów i czuwali na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
Nie poszło. To nie jest przypadek, tylko czyjaś robota.
Dziękujemy firmom, które dołożyły się do zlotu: pieniędzmi,
sprzętem, transportem albo po prostu swoją pracą. Żadna nie musiała. Zrobiły to
dla imprezy, z której cały zysk idzie do dwóch wiejskich szkół.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyjechali. Tym z sąsiedztwa
i tym, którzy mieli po kilkaset kilometrów w jedną stronę. Rodzicom, którzy
wytrzymali cały dzień w słońcu, bo dziecko chciało jeszcze raz zobaczyć Bizona
z bliska. Każdemu, kto kupił talerz grochówki, bilet na przejazd albo breloczek
ze stoiska i każdemu, kto podniósł rękę w licytacji. Z tych drobiazgów,
złotówka po złotówce, zrobiła się szkolna pula.
Dziękujemy tym, którzy zostali po wszystkim. Kiedy ostatni
kombajn zjechał z placu i zrobiło się cicho, ktoś musiał pozwijać kable, poskładać
ławki i przejść pole po śmieciach. Z tej części dnia zwykle nie ma zdjęć.
A na samym końcu dziękujemy za to, że przez cały ten
dzień nikt nie pytał, co z tego będzie miał. Zlot Bizonów
w Barłożnie trzyma się na ludziach, którzy przychodzą pomóc i wracają do domu
bez rachunku.
Do zobaczenia
na trzeciej edycji